Podcasty historyczne

V rok prezydentury Baraka Obamy - Historia

V rok prezydentury Baraka Obamy - Historia

  • Dom
  • Sekcje specjalistyczne
    • Amistadt
    • Historia Izraela
    • Spinki do mankietów
Dzień 1- 20 stycznia 2013Dzień 118-17 maja 2013Dzień 240 16 września 2013 r.
Dzień 2- 21 stycznia 2013Dzień 241 17 września 2013 r.
Dzień 3- 22 stycznia 2013Dzień 121 – 20 maja 2013 r.Dzień 242 18 września 2013 r.
Dzień 4- 23 stycznia 2013Dzień 122-21 maja 2013 r.Dzień 243 19 września 2013 r.
Dzień 5- 24 stycznia 2013Dzień 123-22 maja 2013dnia 244 20 września 2013 r.;
Dzień 6- 25 stycznia 2013Dzień 124-23 maja 2013
Dzień 125- 24 maja 2013 r.Dzień 247 23 września 2013
Dzień 9- 28 stycznia 2013Dzień 248 24 września 2013 r.
Dzień 10- 29 stycznia 2013Dzień 127-26 maja 2013Dzień 249 25 września 2013 r.
Dzień 11- 30 stycznia 2013Dzień 128-27 maja 2013 r.Dzień 250 26 września 2013 r.
Dzień 12- 31 stycznia 2013Dzień 129-28 maja 2013Dzień 251 27 września 2013 r.
Dzień 13- 1 lutego 2013Dzień 130-29 maja 2013
Dzień 131-30 maja 2013Dzień 254 30 września 2013 r.
Dzień 16- 4 lutego 2013Dzień 132-31 maja 2013Dzień 255 1 października 2013 r.
Dzień 17-5 lutego 2013Dzień 256 2 października 2013 r.
Dzień 18- 06.02.2013Dzień 135 3 czerwca 2013 r.Dzień 257 2 października 2013 r.
Dzień 19- 7 lutego 2013Dzień 136 4 czerwca 2013 r.Dzień 258 3 października 2013 r.
Dzień 20- 8 lutego 2013Dzień 137 5 czerwca 2013 r.
Dzień 138 6 czerwca 2013 r.Dzień 261 6 października 2013 r.
Dzień 23- 11 lutego 2013Dzień 139 7 czerwca 2013 r.Dzień 262 7 października 2013 r.
Dzień 24- 12 lutego 2013Dzień 140 8 czerwca 2013 r.Dzień 263 8 października 2013 r.
Dzień 25- 13 lutego 2013Dzień 264 9 października 2013 r.
Dzień 26- 14 lutego 2013Dzień 142 10 czerwca 2013 r.Dzień 265 10 października 2013 r.
Dzień 27- 15 lutego 2013Dzień 143 11 czerwca 2013 r.
Dzień 144 12 czerwca 2013 r.Dzień 268 13 października 2013 r.
Dzień 31- 19 lutego 2013Dzień 145 13 czerwca 2013 r.Dzień 269 14 października 2013 r.
Dzień 32- 20 lutego 2013Dzień 146 14 czerwca 2013 r.Dzień 270 15 października 2013 r.
Dzień 33- 21 lutego 2013Dzień 271 16 października 2013 r.
Dzień 34- 22 lutego 2013Dzień 149 17 czerwca 2013 r.Dzień 272 17 października 2013 r.
Dzień 149 18 czerwca 2013 r.
Dzień 37- 25 lutego 2013Dzień 151 19 czerwca 2013 r.Dzień 275 20 października 2013 r.
Dzień 38- 26 lutego 201Brak wydarzeńDzień 276 21 października 2013 r.
Dzień 39- 27 lutego 2013Dzień 153 21 czerwca 2013 r.Dzień 277 22 października 2013 r.
Dzień 40- 28 lutego 2013Dzień 278 23 października 2013 r.
Dzień 41 – 1 marca 2013 r.Dzień 156 24 czerwca 2013 r.Dzień 279 24 października 2013 r.
Dzień 157 25 czerwca 2013 r.
Dzień 44-4 marca 2013 r.Dzień 158 26 czerwca 2013 r.Dzień 282 28 października 2013 r.
Dzień 45-5 marca 2013 r.Dzień 159 27 czerwca 2013 r.Dzień 283 29 października 2013 r.
Dzień 46-6 marca 2013 r.Dzień 160 28 czerwca 2013 r.Dzień 284 30 października 2013 r.
Dzień 47-7 marca 2013Dzień 285 31 października 2013 r.
Dzień 48-8 marca 2013 r.Dzień 163 1 lipca 2013 r.Dzień 286 1 listopada 2013 r.
Dzień 164 2 lipca 2013 r.
Dzień 51-11 marca 2013 r.Dzień 165 3 lipca 2013 r.Dzień 289 4 listopada 2013 r.
Dzień 52-12 marca 2013 r.Dzień 166 4 lipca 2013 r.Dzień 290 5 listopada 2013 r.
Dzień 53-13 marca 2013Dzień 291 6 listopada 2013 r.
Dzień 54-14 marca 2013 r.Dzień 170 8 lipca 2013 r.Dzień 292 7 listopada 2013 r.
Dzień 55-15 marca 2013 r.Dzień 171 9 lipca 2013 r.Dzień 293 8 listopada 2013 r.
Dzień 172 10 lipca 2013 r.
Dzień 58-18 marca 2013 r.Dzień 173 11 lipca 2013 r.Dzień 296 11 listopada 2013 r.
Dzień 59-19 marca 2013 r.Dzień 174 12 lipca 2013 r.Dzień 297 12 listopada 2013 r.
Dzień 60-20 marca 2013 r.Dzień 298 13 listopada 2013 r.
Dzień 61-21 marca 2013 r.Dzień 177 15 lipca 2013 r.Dzień 299 14 listopada 2013 r.
Dzień 62-22 marca 2013 r.Dzień 178 16 lipca 2013 r.Dzień 300 15 listopada 2013 r.
Dzień 179 17 lipca 2013 r.
Dzień 65-25 marca 2013 r.Dzień 180 18 lipca 2013 r.Dzień 303 18 listopada 2013 r.
Dzień 66-26 marca 2013Dzień 181 19 lipca 2013 r.Dzień 304 19 listopada 2013 r.
Dzień 67-27 marca 2013 r.Dzień 305 20 listopada 2013 r.
Dzień 68-28 marca 2013 r.Dzień 184 22 lipca 2013 r.Dzień 306 21 listopada 2013 r.
Dzień 69-29 marca 2013 r.Dzień 185 23 lipca 2013 r.Dzień 307 22 listopada 2013 r.
Dzień 186 24 lipca 2013 r.
Dzień 72-1 kwietnia 2013 r.Dzień 187 25 lipca 2013 r.Dzień 310 25 listopada 2013 r.
Dzień 73-2 kwietnia 2013Dzień 189 27 lipca 2013 r.Dzień 311 26 listopada 2013 r.
Dzień 74-3 kwietnia 2013Dzień 312 27 listopada 2013 r.
Dzień 75-4 kwietnia 2013 r.Dzień 191 29 lipca 2013 r.
Dzień 76-5 kwietnia 2013 r.Dzień 192 30 lipca 2013 r.Dzień 317 2 grudnia 2013 r.
Dzień 193 31 lipca 2013 r.Dzień 318 3 grudnia 2013 r.
Dzień 79-8 kwietnia 2013Dzień 194 1 sierpnia 2013 r.Dzień 319 4 grudnia 2013 r.
Dzień 80-9 kwietnia 2013 r.Dzień 195 2 sierpnia 2013 r.Dzień 320 5 grudnia 2013 r.
Dzień 81-10 kwietnia 2013Dzień 321 6 grudnia 2013 r.
Dzień 82-11 kwietnia 2013 r.Dzień 198 5 sierpnia 2013 r.
Dzień 83-12 kwietnia 2013 r.Dzień 199 6 sierpnia 2013 r.Dzień 324 9 grudnia 2013 r.
Dzień 200 7 sierpnia 2013 r.Dzień 325 10 grudnia 2013 r.
Dzień 86-15 kwietnia 2013Dzień 201 8 sierpnia 2013 r.Dzień 326 11 grudnia 2013 r.
Dzień 87-16 kwietnia 2013 r.Dzień 202 9 sierpnia 2013 r.Dzień 327 12 grudnia 2013 r.
Dzień 88-17 kwietnia 2013Dzień 328 13 grudnia 2013 r.
Dzień 89-18 kwietnia 2013WakacjeDzień 331 16 grudnia 2013 r.
Dzień 90-19 kwietnia 2013 r.Oświadczenie o EgipcieDzień 332 17 grudnia 2013 r.
Dzień 333 18 grudnia 2013 r.
Dzień 93-22 kwietnia 2013Dzień 212 19 sierpniaDzień 333 19 grudnia 2013 r.
Dzień 94-23 kwietnia 2013Dzień 213 sierpnia 20Dzień 334 20 grudnia 2013 r.
Dzień 95-24 kwietnia 2013 r.Dzień 214 21 sierpniaDzień 335 21 grudnia 2013 r.
Dzień 96- 25 kwietnia 2013 r.Dzień 215 22 sierpnia
Dzień 97-26 kwietnia 2013Dzień 216 23 sierpniaWakacje Hawaje
Dzień 100-29 kwietnia 2013Dzień 219 26 sierpniaDzień 352 6 stycznia 2014 r.
Dzień 101-30 kwietnia 2013 r.Dzień 220 27 sierpniaDzień 353 7 stycznia 2014
Dzień 102 – 1 maja 2013 r.Dzień 22128 sierpniaDzień 354 8 stycznia 2014 r.
Dzień 103- 2 maja 2013 r.Dzień 222 29 sierpniaDzień 355 9 stycznia 2014
Dzień 104 – 3 maja 2013 r.Dzień 223 30 sierpniaDzień 356 10 stycznia 2014 r.
Dzień 224 31 sierpnia
Dzień 107-6 maja 2013 r.Dzień 359 13 stycznia 2014
Dzień 108-7 maja 2013Dzień 227 3 wrześniaDzień 360 14 stycznia 2014 r.
Dzień 109-8 maja 2013Dzień 228 4 wrześniaDzień 361 15 stycznia 2014 r.
Dzień 110-9 maja 2013Dzień 229 5 wrześniaDzień 362 16 stycznia 2014 r.
Dzień 111 – 10 maja 2013 r.Dzień 230 6 wrześniaDzień 363 17 stycznia 2014 r.
Dzień 114-13 maja 2013Dzień 233 9 września
Dzień 115- 14 maja 2013 r.Dzień 234 10 września
Dzień 116-15 maja 2013 r.Dzień 235 11 września
Dzień 117-16 maja 2013Dzień 236 12 września
Dzień 237 13 września

Kliknij poniższy przycisk, aby uzyskać natychmiastowy dostęp do tych arkuszy do użytku w klasie lub w domu.

Pobierz ten arkusz roboczy

Ten plik do pobrania jest przeznaczony wyłącznie dla członków KidsKonnect Premium!
Aby pobrać ten arkusz, kliknij poniższy przycisk, aby się zarejestrować (zajmuje to tylko minutę), a zostaniesz przeniesiony z powrotem na tę stronę, aby rozpocząć pobieranie!

Edytuj ten arkusz roboczy

Zasoby do edycji są dostępne wyłącznie dla członków KidsKonnect Premium.
Aby edytować ten arkusz, kliknij poniższy przycisk, aby się zarejestrować (zajmuje to tylko minutę), a nastąpi powrót do tej strony, aby rozpocząć edycję!

Ten arkusz może być edytowany przez członków Premium za pomocą bezpłatnego oprogramowania online Prezentacje Google. Kliknij Edytować przycisk powyżej, aby rozpocząć.

Pobierz tę próbkę

Ta próbka jest przeznaczona wyłącznie dla członków KidsKonnect!
Aby pobrać ten arkusz, kliknij poniższy przycisk, aby zarejestrować się za darmo (zajmuje to tylko minutę), a zostaniesz przeniesiony z powrotem na tę stronę, aby rozpocząć pobieranie!

Zobacz plik faktów poniżej, aby uzyskać więcej informacji na temat prezydenta Baracka Obamy lub alternatywnie możesz pobrać nasze 37 PAGE BUMPER pakiet arkuszy do wykorzystania w klasie lub środowisku domowym.


Prezydent Obama wybrany piątym najlepszym prezydentem w historii przez University-Fiction!

Podsumowanie eRumor:
Prezydent Obama został uznany za piątego najlepszego prezydenta w historii przez University of Georgia lub Texas A&M, w zależności od wersji eRumor.
Prawda:
Prezydent Obama został uznany piątym najlepszym prezydentem przez University of Georgia lub Texas A&M.
Te plotki zaczęły się w marcu 2014 r. od wpisu na Zamek łasica, fałszywa strona internetowa z hasłem „Przeszukiwanie wnętrzności Internetu”. Artykuł, który ukazał się pod nagłówkiem „Texas A&M Study: Obama The Fifth Best President in History” zawierał zrzut ekranu z tzw.

1 Reagan i Lincoln zremisowali jako pierwszy

2 Siedemnastu prezydentów remisuje na drugim miejscu

3 Dwudziestu trzech prezydentów remisuje na trzecim miejscu

4 Jimmy Carter zajął czwarte miejsce, a…

Biorąc pod uwagę, że Obama był 44. prezydentem Stanów Zjednoczonych, a tak zwane badanie wymienia 43 byłych prezydentów jako kończących się przed nim, był to oczywiście knebel, który miał sugerować, że Obama był w rzeczywistości najgorszy prezydent w historii USA.
Republikański senator z Teksasu Ted Cruz podsycił płomienie w 2014 r., retweetując badanie Texas A&M z hashtagiem #AggieJoke — ale wielu zwolenników Cruza po prostu przeczytało nagłówek i przegapiło dowcip:

To doprowadziło do tego, że przedstawiciel Texas A&M poszedł na płytę z Orzeł, gazeta studencka uniwersytetu, aby wyjaśnić, że tak zwane badanie było mistyfikacją:

Badanie to wyraźnie żart. Nagłówek typu click-bait łączy Texas A&M + Obama + „najlepszy prezydent”, ale kiedy przeczytasz „metodologię”, Obama jest w rzeczywistości najgorszym prezydentem.

Rzecznik A&M powiedział, że łańcuszek-żart-spam-list po raz pierwszy pojawił się wczesną jesienią i nie był pewien, dlaczego właśnie się pojawił. Powiedział, że uniwersytet formalnie nie zdystansował się od badania, ponieważ urzędnicy nie chcieli pomóc w jego rozpowszechnianiu.

Nie żeby kiedykolwiek istniały jakiekolwiek wątpliwości, ale Texas A&M University nie ma nic wspólnego z rozprzestrzeniającym się badaniem sieciowym dotyczącym prezydenta Baracka Obamy. Rzecznik A&M powiedział, że to mistyfikacja. Oświadczenie przypisywane „Biurze Public Relations w A&M” jest sfabrykowane.

Post zapalił się niedawno i został opublikowany na Twitterze przez amerykańskiego senatora Teda Cruza w czwartek po południu. Jest pełno na prawicowych blogach i kontach wiernych w mediach społecznościowych.

Gdy ostatnia kadencja prezydenta Obamy zbliżała się do końca w 2016 r., mistyfikacja, w której stwierdzono, że Obama był piątym najlepszym prezydentem w historii, ponownie stała się popularna. Jednak w tej wersji University of Georgia uplasował Obamę na piątym miejscu. Nowa wersja była odmianą poprzedniego oszustwa.


Ted Cruz: Cesarska prezydencja Baracka Obamy

Ted Cruz

Ze wszystkich niepokojących aspektów prezydentury Obamy, żaden nie jest bardziej niebezpieczny niż uporczywy wzorzec bezprawia prezydenta, jego gotowość do lekceważenia prawa pisanego i zamiast tego egzekwowanie własnej polityki poprzez dekret władzy wykonawczej. W poniedziałek Obama działał jednostronnie w celu podniesienia płacy minimalnej wypłacanej na podstawie kontraktów federalnych, co było pierwszym z wielu działań wykonawczych, które obiecał Biały Dom, i które będą tematem jego orędzia o stanie państwa we wtorek wieczorem.

Zamiłowanie prezydenta do jednostronnych działań mających na celu obejście Kongresu powinno dotyczyć każdego obywatela, niezależnie od partii czy ideologii. Wielki XVIII-wieczny filozof polityczny Monteskiusz zauważył: „Nie może być wolności tam, gdzie władza ustawodawcza i wykonawcza są zjednoczone w tej samej osobie lub gronie sędziów”. Ojcowie Założyciele Ameryki wzięli sobie to ostrzeżenie do serca i my też powinniśmy.

Na przyjęciu w Białym Domu dla burmistrzów USA, 23 stycznia.

Rządy prawa nie oznaczają po prostu, że społeczeństwo ma prawa, dyktatury często charakteryzują się obfitością praw. Rządy prawa oznaczają raczej, że jesteśmy narodem rządził przez prawa, a nie przez ludzi. Że nikt – a zwłaszcza prezydent – ​​nie stoi ponad prawem. Z tego powodu Konstytucja Stanów Zjednoczonych nakłada na każdego prezydenta wyraźny obowiązek „dbania o wierne przestrzeganie prawa”.

Jednak zamiast honorować ten obowiązek, prezydent Obama otwarcie mu przeciwstawił się, wielokrotnie zawieszając, opóźniając i uchylając części praw, które ma egzekwować. Kiedy Obama nie zgodził się z federalnymi przepisami imigracyjnymi, polecił Departamentowi Sprawiedliwości zaprzestanie ich egzekwowania. Zrobił to samo z federalnym prawem opiekuńczym, prawem narkotykowym i federalną ustawą o obronie małżeństwa.

W wielu z tych kwestii politycznych rozsądne umysły mogą się nie zgodzić. Pan Obama może mieć rację, że niektóre z tych praw powinny zostać zmienione. Ale typowym sposobem wyrażania tej niezgody politycznej dla poprzednich 43 prezydentów była współpraca z Kongresem w celu zmiany prawa. Jeśli prezydent nie może przekonać Kongresu, następnym krokiem jest skierowanie sprawy do narodu amerykańskiego. Jak ujął to prezydent Reagan: „Jeśli nie możesz sprawić, by ujrzeli światło, spraw, by poczuli ciepło” odpowiedzialności wyborczej.

Prezydent Obama ma inne podejście. Jak powiedział niedawno, opisując swoje uprawnienia wykonawcze: „Mam długopis i mam telefon”. Zgodnie z Konstytucją nie tak powinno działać prawo federalne.

Administracja Obamy była tak bezczelna w swoich próbach rozszerzenia władzy federalnej, że Sąd Najwyższy jednogłośnie odrzucił wysiłki Departamentu Sprawiedliwości na rzecz rozszerzenia władzy federalnej dziewięć razy od stycznia 2012 roku.

Nie ma bardziej rażącego przykładu bezprawia niż egzekwowanie – lub nieegzekwowanie – polityki podpisów prezydenta, ustawy o przystępnej cenie. Obama wielokrotnie oświadczał, że „to prawo kraju”. Mimo to wielokrotnie naruszał ustawowy tekst ObamaCare.

Prawo mówi, że firmy zatrudniające 50 lub więcej pełnoetatowych pracowników staną przed mandatem pracodawcy 1 stycznia 2014 r. Prezydent Obama zmienił to, przyznając pracodawcom jednoroczne zwolnienie. Jak to zrobił? Nie przez pójście do Kongresu w celu zmiany tekstu ustawy, ale przez wpis na blogu asystenta sekretarza skarbu, który ogłasza zmianę.

Prawo mówi, że tylko Amerykanie, którzy mają dostęp do giełd państwowych, będą podlegać karom pracodawcy i mogą otrzymać dotacje do premii ObamaCare. Zrobiono to, aby zachęcić stany do tworzenia giełd. Ale kiedy 34 stany zdecydowały się nie tworzyć giełd państwowych, administracja Obamy ogłosiła, że ​​ustawowe słowa „ustanowione przez państwo” będą również oznaczać „ustanowione przez rząd federalny”.

Prawo mówi, że członkowie Kongresu i ubezpieczenie zdrowotne ich personelu muszą być objęte planem wymiany ObamaCare, co uniemożliwiłoby im otrzymywanie bieżących federalnych dotacji zdrowotnych dla pracowników, podobnie jak miliony Amerykanów, którzy nie mogą otrzymywać takich świadczeń. Na żądanie senackich demokratów administracja Obamy zamiast tego przyznała specjalne zwolnienie (uznając „indywidualne” plany za plany „grupowe”) członkom Kongresu i ich pracownikom, aby mogli zachować swoje dotychczasowe subsydia zdrowotne.

Co najbardziej uderzające, kiedy ponad pięć milionów Amerykanów anulowało swoje plany ubezpieczenia zdrowotnego, ponieważ ObamaCare uczynił ich plany nielegalnymi – pomimo obietnicy prezydenta „jeśli podoba ci się twój plan, możesz go dotrzymać” – prezydent Obama po prostu zorganizował konferencję prasową, na której powiedział prywatnemu ubezpieczycielowi firmy do łamania prawa i wydawania planów, które ObamaCare uchylił.

Innymi słowy, zamiast iść do Kongresu i próbować ulżyć milionom, które cierpią z powodu „wraku pociągu” ObamaCare (jak to ujął jeden z senackich Demokratów), prezydent polecił prywatnym firmom łamanie prawa i powiedział, że w efekcie dałoby im kartę wyjścia z więzienia – na jeden rok i tylko jeden rok. Co więcej, w posunięciu przypominającym świat z lustrami Lewisa Carrolla, prezydent Obama jednocześnie zagroził weta, jeśli Kongres uchwali ustawę robiącą to, co wtedy nakazał.

W ciągu ponad dwóch wieków historii naszego narodu po prostu nie ma precedensu, by Biały Dom bezmyślnie ignorował prawo federalne i prosił prywatne firmy, by zrobiły to samo. Jak mój kolega Demokratyczny senator Tom Harkin z Iowa zapytał: „To było prawo. Jak mogą zmienić prawo?”

Podobnie, 11 stanowych prokuratorów generalnych napisało niedawno list do Sekretarz Zdrowia i Opieki Społecznej Kathleen Sebelius, mówiąc, że ciągłe zmiany w ObamaCare są „całkowicie nielegalne w świetle federalnego prawa konstytucyjnego i ustawowego”. Prokuratorzy generalni słusznie zauważyli, że „jedynym sposobem naprawienia tego pełnego problemów prawa jest wprowadzenie zmian zgodnie z prawem: poprzez działania Kongresu”.

W przeszłości, gdy republikańscy prezydenci nadużywali swojej władzy, wielu republikanów – i prasa – słusznie pociągało ich do odpowiedzialności. Dzisiaj wielu w Kongresie – i prasie – zdecydowało się przekazać prezydentowi Obamie przepustkę do jego wzorca bezprawia, być może pozwalając, by partyzancka lojalność wobec tego człowieka zastąpiła ich wierność prawu.

Ale to nie powinno być partyzanckie. Z czasem kraj będzie miał kolejnego prezydenta z innej partii. Do wszystkich tych, którzy teraz milczą: co pomyśleliby o prezydencie republikańskim, który ogłosił, że zamierza zignorować prawo lub jednostronnie je zmienić? Wyobraź sobie przyszłego prezydenta, który odrzuca przepisy dotyczące ochrony środowiska, przepisy podatkowe, przepisy prawa pracy lub przepisy dotyczące czynów niedozwolonych, z którymi się nie zgadzał.

To byłoby złe – i to precedens Obamy otwiera drzwi dla przyszłego bezprawia. Jak wiedział Monteskiusz, imperialna prezydentura zagraża wolności każdego obywatela. Bo kiedy prezydent może wybierać, które prawa przestrzegać, a które ignorować, nie jest już prezydentem.

Pan Cruz, republikański senator z Teksasu, jest członkiem podkomisji Senackiej Komisji Sądownictwa ds. Konstytucji, Praw Obywatelskich i Praw Człowieka.

Copyright ©2020 Dow Jones & Company, Inc. Wszelkie prawa zastrzeżone. 87990cbe856818d5eddac44c7b1cdeb8


Niesamowita, kurcząca się prezydencja Baracka Obamy

Według nowego sondażu Washington Post-ABC Barack Obama jest obecnie jednym z najmniej popularnych prezydentów w ostatnim stuleciu. W rzeczywistości jego ocena aprobaty jest niższa niż Bush’s w piątym roku urzędowania. Ogólna aprobata Obamy wynosi 43 procent, przy czym 55 procent opinii publicznej nie zgadza się ze sposobem, w jaki radzi sobie z gospodarką. Ten sam procent ludzi “nie zgadza się ze sposobem, w jaki on wykonuje swoją pracę jako prezydent”. Tak więc w dwóch głównych kwestiach, przywództwie i gospodarce, Obama otrzymuje oceny niedostateczne.

Jeszcze wyższy odsetek ludzi jest zdenerwowany sposobem, w jaki prezydent wdraża swój sztandarowy system opieki zdrowotnej nazwany “Obamacare”. Na pytanie: „Czy akceptujesz czy nie zgadzasz się ze sposobem, w jaki Obama radzi sobie z wdrażaniem nowej ustawy o ochronie zdrowia?” Pełne 62% odpowiedziało, że się nie zgadza, chociaż podejrzewam, że gniew ma mniej wspólnego z planem. 8217s “implementacja” niż z faktem, że Obamacare jest powszechnie postrzegany jako system dostarczania zysków dla żarłocznego przemysłu ubezpieczeniowego.Pomimo imponującej kampanii public relations prowadzonej przez administrację, zdecydowana większość ludzi przejrzała oszustwo Obamy na opiekę zdrowotną i odebrała programowi duży kciuk w dół.

Oczywiście Obamacare jest tylko kroplą, która przełamała wielbłądy z powrotem. Lista katastrof politycznych, które poprzedziły to ostatnie fiasko, jest prawie nieskończona, w tym wszystko, od kocowych ułaskawień dla big-wigów z Wall Street, którzy zniszczyli globalny system finansowy, przez ponowne zwiększenie cięć podatkowych Busha, po powołanie komisji jastrzębi deficytu. obciąć ubezpieczenie społeczne i opiekę medyczną (Bowles-Simpson), złamać swoje słowo w sprawie Gitmo, złamać obietnicę przejścia kontroli kart, rozszerzyć działalność na wojny w Afryce, Azji i na Bliskim Wschodzie, trucić się czterokrotnie większą liczbą cywilów jako morderczy maniak, którego zastąpił na stanowisku prezydenta w 2008 roku.

Traktowanie przez Obamę nieudokumentowanych imigrantów było szczególnie szokujące, chociaż szczegóły nie zostały ujawnione mediom, prawdopodobnie dlatego, że giganci wiadomości nie chcą zdemaskować Drogiego Przywódcy jako bezdusznego łajdaka, który nie ma problemu z oddzieleniem matek od swoich dzieci. zamykanie ich w prywatnych obozach koncentracyjnych i wyrzucanie z kraju z jedynie koszulą na plecach. Sprawdź tę notkę, która podsumowuje w jednym akapicie politykę imigracyjną Obamy ’ “postępową”:

“Obama jest na dobrej drodze do deportowania 3 milionów imigrantów bez dokumentów do końca swojej drugiej kadencji, więcej niż jakikolwiek inny prezydent. George W. Bush deportował około 2 mln w ciągu dwóch kadencji. Obama prawdopodobnie osiągnie ten poziom w tym miesiącu…. Średnia dzienna liczba imigrantów w areszcie wynosi obecnie około 33 000. W 2001 roku było to 19 tys. W 1994 roku było to 5000, według Detention Watch Network. Prawie wszyscy zatrzymani i deportowani to Latynosi. To prawda, że ​​populacja nielegalnych imigrantów również podwoiła się w tym czasie do ponad 11 milionów. Ale liczba zatrzymanych i deportowanych wzrosła ponad dwukrotnie szybciej.

„Mógłby zostać najgorszym prezydentem w historii wobec imigrantów” – powiedział Arturo Carmona, dyrektor wykonawczy liberalnej grupy aktywistów Presente.org.

Brawo dla Naczelnego Deportera! Jesteś Numero Uno, kolego. Pokonałeś nawet Busha! Czy można się dziwić, dlaczego oceny mężczyzn i #8217 spadają?

Podsumowując, Obama był zły dla gospodarki, zły dla swobód obywatelskich, zły dla mniejszości, zły dla wojen zagranicznych i zły dla opieki zdrowotnej. Był jednak bardzo skuteczną marionetką dla Wall Street, Big Pharma, magnatów naftowych i pozostałych 1% robactwa Kleptokratów, którzy rządzą krajem i którzy bez wątpienia wezmą udział w jego przemówieniach za 100 000 dolarów za płytę, gdy w końcu udaje się na emeryturę w komfortowych warunkach do jakiejś zamkniętej społeczności, gdzie będzie pracował nad swoimi wspomnieniami i zarabiał na 8 latach wiernej służby klasie haraczy.

Ale spójrzmy prawdzie w oczy, nikt tak naprawdę nie żartuje z “ataków dronów w Waziristanie” lub “ strajków głodowych w Gitmo”. To, na czym im zależy, to utrzymanie pracy, spłacanie kredytów studenckich, odkładanie jedzenia na stół lub unikanie losu sąsiada z sąsiedztwa, Andy'ego, który dwa miesiące temu dostał swoją różową poślizgnię, a teraz mieszka w kartonie. pudełko nad rzeką. To jest to, czego przeciętny sztywniak martwi się, że po prostu ociera się o tyle, by pozostać z dala od schroniska dla bezdomnych. Ale cały czas jest coraz trudniej, głównie dlatego, że za Obamy wszystko się pogorszyło. To szalone. To tak, jakby cała klasa średnia jest demontowana w ciągu 10 lat. Płace są płaskie, miejsc pracy jest mało, dochody spadają jak kamień, a wszyscy się załamali. (Przynajmniej wszyscy, których znam.) Czy wiesz, że 76% Amerykanów żyje od wypłaty do wypłaty. Sprawdź to:

“Mniej więcej trzy czwarte Amerykanów żyje od wypłaty do wypłaty, z niewielkimi lub zerowymi oszczędnościami, wynika z ankiety opublikowanej przez Bankrate.com w poniedziałek.

Jak wynika z ankiety przeprowadzonej na tysiącu dorosłych, mniej niż jeden na czterech Amerykanów ma na koncie oszczędnościowym wystarczającą ilość pieniędzy na pokrycie co najmniej sześciomiesięcznych wydatków, co wystarczy, aby złagodzić cios utraty pracy, nagłego wypadku medycznego lub innego nieoczekiwanego zdarzenia.

Tymczasem 50% ankietowanych ma mniej niż trzymiesięczną poduszkę, a 27% nie ma żadnych oszczędności….

W zeszłym tygodniu, pożyczkodawca internetowy CashNetUSA powiedział, że 22% z 1000 osób, które ostatnio przebadano, miało mniej niż 100 dolarów oszczędności na pokrycie sytuacji kryzysowych, podczas gdy 46% miało mniej niż 800 dolarów. Po spłaceniu długów i zajęciu się kosztami mieszkania, samochodu i opieki nad dziećmi, respondenci stwierdzili, że po prostu nie zostało wystarczająco dużo pieniędzy, aby zaoszczędzić więcej.

Czy ty żartujesz? Co to jest? Kogo znasz, że jest w stanie zaoszczędzić pieniądze w tej gospodarce? Może bogaty wujek Johnny, który przez ostatnie 50 lat żył na konserwowych sardynkach i Akmak, ale nikt inny nie może tak żyć. Odejmij czynsz, artykuły spożywcze, rachunki za lekarza itp., a pozostało ledwo tyle, by napełnić bak, by w poniedziałek dojechać do pracy. Oszczędzanie po prostu nie jest opcją, to znaczy nie w świecie Obamy.

Teraz sprawdź to z Business Insider:

“Tysiące Amerykanów w wieku 55 lat i starszych wraca do szkoły i odkrywa się na nowo, aby zyskać przewagę na trudnym rynku pracy, mając nadzieję na odbudowanie gniazd emerytalnych, które zostały prawie zniszczone przez recesję….

Według Rezerwy Federalnej aktywa finansowe gospodarstw domowych, które nie obejmują domów, spadły ze szczytowego poziomu 57 bilionów dolarów w trzecim kwartale 2007 roku do nieco ponad 49 bilionów dolarów w czwartym kwartale ubiegłego roku, który jest ostatnim okresem, za który dostępne są dane.

Badanie, które ma zostać opublikowane tego lata przez Public Policy Institute AARP, grupę poparcia dla starszych Amerykanów, wykazało, że jedna czwarta Amerykanów w wieku 50 lat i starszych wykorzystała wszystkie swoje oszczędności podczas recesji 2007-09. Około 43 procent z 5000 respondentów, którzy wzięli udział w ankiecie, stwierdziło, że ich oszczędności nie wróciły.

Jasne, że wracają do pracy. Czego od nich oczekujesz? Oni złamali się! Zginęli w oszustwie związanym z praniem kredytów hipotecznych na Wall Street, a pięć lat później nadal stoją za ośmioma piłkami. A to, co pozostało z pieniędzy, które odłożyli na emeryturę, przynosi ogromne straty dzięki polityce zerowych stóp Fed, która zmusza ludzi do powrotu do kolejnej dekady niewoli karnej za minimalną płacę. To dlatego widzisz tak wielu zgarbionych siwobrodych w czerwonych kamizelkach z napisem „Happy to Serve You” rozbryzgniętym na piersiach, ciągnących torby z zakupami do samochodów dla starszych pań. Ponieważ oni są spłukani i nie mają opcji. Każdy zna kogoś takiego, chyba że oczywiście jest jednym z nielicznych szczęśliwców, którzy tworzą 1% Nobla, aka– The Job Cremators. Wtedy nie muszą się martwić o takie rzeczy.

Oto kolejny klejnot, którego mogłeś nie widzieć w USA dziś kilka miesięcy temu:

“Czterech na 5 dorosłych Amerykanów boryka się z bezrobociem, ubóstwem lub poleganiem na zasiłkach przez przynajmniej część swojego życia, oznaka pogarszającego się bezpieczeństwa ekonomicznego i nieuchwytny amerykański sen.

Dane ankietowe dostępne wyłącznie dla The Associated Press wskazują na coraz bardziej zglobalizowaną amerykańską gospodarkę, powiększającą się przepaść między bogatymi i biednymi oraz utratę dobrze płatnych miejsc pracy w przemyśle jako przyczyny tego trendu….

Trudności szczególnie narastają wśród białych, w oparciu o kilka miar. Pesymizm tej grupy rasowej na temat przyszłości ekonomicznej ich rodzin wspiął się do najwyższego punktu od co najmniej 1987 roku. W najnowszym sondażu AP-GfK 63% białych nazwało gospodarkę „ubogą”.

„Myślę, że będzie jeszcze gorzej” – powiedziała 52-letnia Irene Salyers z hrabstwa Buchanan w stanie Wirginia, podupadającego regionu węglowego w Appalachach. Salyers, trzykrotnie zamężna i rozwiedziona, pomaga teraz prowadzić ze swoim chłopakiem stoisko z owocami i warzywami, ale nie generuje ono dużego dochodu….

W całym kraju liczba biednych Amerykanów utrzymuje się na rekordowym poziomie: 46,2 miliona, czyli 15% populacji, częściowo z powodu utrzymującego się wysokiego bezrobocia po recesji. Podczas gdy wskaźniki ubóstwa dla Murzynów i Latynosów są prawie trzy razy wyższe, w liczbach bezwzględnych dominującą twarzą ubogich jest biała…

„Ubóstwo nie jest już problemem „ich” – mówi Mark Rank, profesor Uniwersytetu Waszyngtońskiego w St. Louis, który obliczył liczby. “Jedynie wtedy, gdy ubóstwo jest traktowane jako wydarzenie głównego nurtu, a nie marginalne doświadczenie, które dotyka tylko czarnych i Latynosów, możemy naprawdę zacząć budować szersze wsparcie dla programów, które pomagają ludziom w potrzebie.” (𔄜 na 5 w USA prawie w obliczu ubóstwa, brak pracy”, USA Today)

Czy Obama ma jakiekolwiek pojęcie o szkodach, jakie wyrządza swoją polityką Rich-First? Kraj jest w strasznym stanie, a jednak Obama nadal zatwierdza ustawy, które pozbawiają miliony ludzi zasiłków dla bezrobotnych, drastycznie ograniczają wydatki rządowe lub podważają ważne programy bezpieczeństwa, które chronią chorych i starszych przed umieraniem na ulicach. To tak, jakby próbował zmusić 300 milionów Amerykanów do nękania biedą trzeciego świata w swojej krótkiej ośmioletniej kadencji. Czy to jest cel?

Czy wiesz, że–według Gallup󈞀,0% wszystkich Amerykanów nie miało wystarczająco dużo pieniędzy, aby kupić żywność, której oni lub ich rodziny potrzebowali w pewnym momencie w ciągu ostatniego roku? Albo, że „według badania głodu Feeding America” ponad 37 milionów ludzi korzysta obecnie ze spiżarni żywności i jadłodajni? Albo że jeden na sześciu Amerykanów żyje obecnie w ubóstwie, które jest najwyższym poziomem od lat 60.? Albo że przepaść między bogatymi a biednymi jest większa niż jakakolwiek w historii?

Wszystko pogorszyło się za Obamy. Wszystko. I ani razu w ciągu pięciu lat pełnienia funkcji prezydenta ten utalentowany i charyzmatyczny przywódca nie podniósł palca, by pomóc milionom ludzi, którzy go poparli, którzy w niego wierzyli i którzy wybrali go na urząd.

Ostatnie wyniki sondażu wskazują, że wiele z tych samych osób zaczyna się budzić i dostrzegać, o co tak naprawdę chodzi w Obamie.


Obama przewodniczył 5 z 6 największych deficytów w historii USA

W roku finansowym 2013, który zakończył się 30 września, deficyt wyniósł 680,276 miliardów dolarów, zgodnie z opublikowanym w środę miesięcznym oświadczeniem skarbowym.

W roku fiskalnym 2012 deficyt wyniósł 1,089193 biliony dolarów w roku fiskalnym 2011, 1,296791 biliona dolarów w roku fiskalnym 2010, 1,294204 biliony dolarów, a w roku fiskalnym 2009 wyniósł 1,415724 biliony dolarów.

W roku podatkowym 2008, ostatnim pełnym roku prezydentury George'a W. Busha, deficyt wyniósł 454,798 miliardów dolarów.

Nawet po skorygowaniu o inflację, 680,276 miliardów dolarów deficytu fiskalnego w 2013 roku przekracza tylko jeden deficyt sprzed Obamy – ten, który rząd USA miał w 1943 roku, w szczytowym momencie II wojny światowej. W tym roku deficyt wyniósł 54 554 000 000 dolarów – czyli 738 367 890 000 dolarów skorygowanych o inflację z 2013 roku.

Deficyt w 2013 r. w wysokości 680,276 miliardów dolarów przekroczył inne roczne deficyty z czasów II wojny światowej, a także roczne deficyty, które rząd USA poniósł podczas I wojny światowej, wojny wietnamskiej lub ostatnich lat zimnej wojny.

Według danych opublikowanych przez Biuro Zarządzania i Budżetu w roku fiskalnym 1919, który rozpoczął się 1 lipca 1918 r., rząd USA odnotował największy deficyt w okresie I wojny światowej. Według kalkulatora inflacji Biura Statystyki Pracy było to 13,363 miliarda dolarów w 1919 roku lub 180,863 miliarda dolarów w 2013 roku.

W 1968 r. Stany Zjednoczone prowadziły największy roczny deficyt w erze Wietnamu. Było to 25,161 miliardów dolarów w 1968 roku lub 169,294 miliarda dolarów w 2013 roku.

W 1986 roku, trzy lata przed upadkiem muru berlińskiego, Stany Zjednoczone odnotowały największy deficyt w ostatnich latach zimnej wojny. Było to 221.227 miliardów dolarów w 1986 roku lub 472.628 miliardów dolarów w 2013 roku.

Od 1976 roku rok podatkowy rządu USA trwał od 1 października do 30 września. Wcześniej trwał od 1 lipca do 30 czerwca.

Prezydent Barack Obama został wybrany 4 listopada 2008 r., nieco ponad miesiąc po rozpoczęciu roku podatkowego 2009. Jego inauguracja odbyła się 20 stycznia 2009 r., prawie cztery miesiące po rozpoczęciu roku obrotowego 2009. 17 lutego 2009 r. mniej niż Miesiąc po swojej pierwszej kadencji i niecałe pięć pełnych miesięcy po roku fiskalnym 2009, podpisał amerykańską ustawę o stymulacji gospodarczej, która według szacunków Biura Budżetowego Kongresu zwiększy deficyt o 833 miliardy dolarów w ciągu dziesięciu lat.


William A. Galston

Ezra K. Zilkha Przewodniczący i starszy pracownik naukowy - Studia na temat zarządzania

Ziarna przyszłych trudności

Niektóre ziarna przyszłych problemów zostały zasiane podczas kampanii. Na początek Obama podniósł oczekiwania wielu Amerykanów tak wysoko, że musieli się rozczarować. Podekscytowanie, jakie wywołała jego kampania, okazało się mieczem obosiecznym. Chociaż zmobilizowało to wiele osób – zwłaszcza mniejszości i młodych – którzy inaczej mogliby nie głosować, doprowadziło ich również do oczekiwania zmiany zakresu i tempa, na które nasz system polityczny rzadko pozwala. Kiedy w 2009 roku zapanowała normalna kontrola i równowaga, nadzieja przerodziła się w wątpliwości, a następnie w rozczarowanie.

Również symptomatyczna dla przyszłych problemów była dziwna pustka w centrum kampanii Obamy. Na jednym krańcu znalazła się wzniosła retoryka o nadziei i zmianach, a na drugim – długa seria szczegółowych propozycji politycznych. Ale czegoś brakowało pomiędzy nimi: przekonującej, łatwej do uchwycenia narracji, która przedstawiała teorię o naszych wyzwaniach i ujednolicała jego zalecenia dotyczące ich rozwiązywania. Pod tym względem kampania Obamy nie dorównywała jej uznanemu modelowi, udanemu wyścigowi Ronalda Reagana o prezydenturę, ujętemu w jego niezwykłe przemówienie na konwencji republikańskiej w 1980 roku. Nadzieja jest sentymentem, a nie strategią i szybko traci wiarygodność bez mapy drogowej. Przez pierwsze dwa lata urzędowania prezydent Obama często miał trudności z połączeniem indywidualnych inicjatyw z większymi celami.

Kampania Obamy była nie tylko ekspansywna, ale także niejednoznaczna i Obama o tym wiedział. Po pokonaniu Hilary Clinton, przypuszczalna nominowana udzieliła wywiadu New York Times. „Jestem jak test Rorshacha” – powiedział. „Nawet jeśli ludzie uznają, że ostatecznie jestem rozczarowany, mogą coś zyskać”.[ii] Trudność polegała na tym, że nadzieje jego zwolenników były często sprzeczne. Jedni oczekiwali, że będzie liberalnym dzielnym twardzielem, kierującym zarzutami o ubezpieczenie zdrowotne dla jednego płatnika i walką z wielkimi korporacjami, inni zakładali, że jego ewidentne pragnienie przekroczenia czerwono-niebieskiego podziału wskazywało na post-partyzancki program prezydencki realizowany poprzez ponadpartyjną współpracę z Kongresem . Trudno byłoby zadowolić oba skrzydła jego koalicji, a on tego nie zrobił. Kiedy przez pierwsze dwa lata swojej prezydentury grał tam iz powrotem, w końcu rozczarował obu.

Pojawiła się kolejna trudność. Podczas gdy program Obamy wymagał znacznego rozszerzenia zakresu, władzy i kosztów rządu federalnego, zaufanie publiczne do tego rządu było prawie rekordowo niskie przez całą jego kampanię, a fakt, że jego wybór nic nie zmienił. Większość ludzi zdecydowała się zaufać Obamie-człowiekowi, ale nie instytucjom, poprzez które miałby on realizować i realizować swój program. Chociaż zaledwie kilka dni po zwycięstwie został ostrzeżony, że nieufność społeczeństwa do rządu ograniczy jego tolerancję dla śmiałych inicjatyw, odmówił przycięcia żagli, w efekcie zakładając, że jego osobista wiarygodność przeważy publiczne wątpliwości co do kompetencji i uczciwości rządu prowadził.[iii] Jak dowiodły wydarzenia, był to poważny błędny osąd.

Wzmocniła go brzemienna w skutki decyzja, którą Obama podjął podczas transformacji prezydenckiej. Po wybraniu Obama miał w rzeczywistości nie jeden, ale dwa programy – program wyboru, według którego kandydował na prezydenta, i program konieczności, który narzucił mu załamanie gospodarcze i finansowe. Problem, z którym się zmierzył, dotyczył tego, czy ten drugi będzie wymagał od niego przycięcia lub opóźnienia pierwszego, na które odpowiedział przecząco. Zaprzeczając wszelkim konfliktom między tymi programami, zdecydował się realizować oba jednocześnie. Poważna inicjatywa w zakresie opieki zdrowotnej została ułożona na szczycie finansowego planu ratunkowego i pakietu stymulacyjnego, pogłębiając szok publiczny. A inicjatywy takie jak ustawodawstwo dotyczące zmian klimatycznych i kompleksowa reforma imigracyjna pozostały w grze długo po tym, jak powinno było być jasne, że nie mają one poważnej szansy na uchwalenie, podczas gdy wszechobecne trudności gospodarcze zdominowały krajobraz polityczny.

Od ukrytych trudności do rzeczywistych problemów: wyzwanie ekonomiczne

Gdy Obama objął urząd, stało się jasne, że nadrzędną troską opinii publicznej był stan gospodarki i rynku pracy. Ale podczas 111. Kongresu Biały Dom i kongresmeni Demokraci nie zajęli się tym problemem w sposób, który elektorat uznał za satysfakcjonujący. Po kilku obiecujących oznakach jesienią 2009 r. i wiosną 2010 r. wzrost gospodarczy spowolnił, sektor prywatny generował miejsca pracy w anemicznym tempie, a bezrobocie utrzymywało się na poziomie blisko 10 procent. Liczba pracowników pozostających bez pracy przez sześć miesięcy lub dłużej wzrosła do poziomów niespotykanych od czasów Wielkiego Kryzysu. Wielu starszych pracowników wątpiło, czy kiedykolwiek zostaną ponownie zatrudnieni. Przyczyniając się do złego nastroju, prognostycy ekonomiczni mieli niewielkie nadzieje na szybsze tworzenie miejsc pracy przez większą część 2011 r. Administracja nie pomogła sobie na początku 2009 r., kiedy jej Rada Doradców Ekonomicznych zasugerowała, że ​​wraz z uchwaleniem ustawy stymulacyjnej bezrobocie osiągnie szczyt około 8,5 proc. (Zamiast tego osiągnął 10,3 procent, zanim nieznacznie obniżył się).

Chociaż wielu ekonomistów spoza administracji argumentowało, że kryzys finansowy zasadniczo różni się od cyklicznego spowolnienia, urzędnicy administracji mieli trudności z włączeniem tej przesłanki do swojego programu gospodarczego. Kontynuowali tradycyjny bodziec po stronie popytu, chociaż gospodarstwa domowe znajdujące się w trudnej sytuacji bardziej obawiały się zmniejszenia zadłużenia niż zwiększenia konsumpcji. (W każdym razie powódź niedrogiego importu osłabiła związek między popytem konsumenckim a tworzeniem miejsc pracy w kraju). A administracja zdecydowała się nie wykorzystywać pieniędzy TARP do usuwania zdewaluowanego długu z bilansów banków, zamiast tego zdecydowała się na odbudowę kapitału poprzez zyski z rekordowo niskich stóp procentowych. Pod pewnymi względami było to powielenie polityki po katastrofie, którą rząd japoński stosował w latach 90., z niezadowalającymi wynikami.

Posiadanie domu znajduje się w centrum bilansów i stylu życia większości rodzin z klasy średniej. Fala przejęć nieruchomości, która rozpoczęła się w 2007 roku, zdewastowała całe społeczności. Ale tutaj znowu inicjatywy administracji zawiodły. Odrzucenie wymaga podstawowych zmian strukturalnych – takich jak umożliwienie sędziom upadłościowym modyfikowania warunków kredytów hipotecznych – administracja wybrała skromniejsze podejście, które opierało się na współpracy kredytodawców. Ta gra o skuteczność inkrementalizmu nie opłaciła się. Programy renegocjacji warunków kredytów hipotecznych zagrożonych lub zagrożonych niespłaceniem dotyczyły jedynie niewielkiego odsetka rodzin potrzebujących pomocy, a w wielu przypadkach ulga, jaką otrzymali, nie była wystarczająca, aby uchronić je przed powrotem do niespłacalności. Jesienią 2010 roku foreclosures po raz pierwszy w historii osiągnęły wskaźnik ponad stu tysięcy miesięcznie.

Co gorsza, wybuchł ogromny skandal: okazało się, że banki i inni kredytodawcy hipoteczni wysyłali tysiące kredytobiorców do egzekucji bez spełnienia podstawowych wymogów prawnych. (Termin „robo-podpisujący” szybko wszedł do leksykonu wstydu.) Politycy zostali zmuszeni do rozważenia ogólnokrajowego moratorium na wykluczenie. Zaniepokojona wpływem na system finansowy administracja stawiała opór, zdobywając wysokie noty za odpowiedzialność, ale prawdopodobnie wzmacniając wrażenie, że bardziej zależy jej na dużych, bogatych instytucjach niż na trudnych rodzinach.

Polityka zarządzania agendą

Wczesna faza administracji Obamy nie przypominała niczego tak bardzo, jak wczesne dni prezydentury, którą Obama darzył niskim szacunkiem – a mianowicie prezydenta Billa Clintona. Chociaż człowiek z Hope prowadził kampanię jako innego rodzaju Demokrata, przywódcy jego partii w Kongresie przekonali go, by zbagatelizował jego charakterystyczną, ponadpartyjną kwestię – reformę opieki społecznej – na rzecz planu kompleksowego ubezpieczenia zdrowotnego. W połączeniu z wysiłkami zmierzającymi do zniesienia barier przeciwko gejom i lesbijkom otwarcie służącym w wojsku, zmiana ta pomogła przekonać wielu umiarkowanych i niezależnych zwolenników Clintona, że ​​zostali wprowadzeni w błąd, że był liberałem ze Wschodniego Wybrzeża udającym umiarkowanego z Arkansas. Ponadto Clinton zaangażował się w codzienny proces legislacyjny i zaczął mierzyć sukces na podstawie liczby uchwalonych ustaw. W ten sposób stracił kontrolę nad całością narracji.

Coś podobnego stało się z Obamą, gdy postpartyzancki kandydat przekształcił się w bardziej tradycyjnie partyzanckiego prezydenta. Przyznał to bardzo: wczesny program legislacyjny administracji, jak mówi, „wzmocnił narrację, którą Republikanie i tak chcieli promować, co oznaczało, że Obama nie jest innym rodzajem Demokraty – jest tym samym starym podatkiem i wydatkami liberał." A mistrz mówcy kampanii prawie porzucił ambonę prezydenckiego łobuza podczas przeciągającej się walki o uchwalenie kluczowych propozycji. Jeden z czołowych doradców powiedział: „Nie chodzi o to, co ludzie czuli, że wysłali Baracka Obamę do Waszyngtonu, aby był naczelnym prawodawcą”. David Plouffe, były szef kampanii prezydenckiej i jeden z jego najbliższych doradców politycznych, dodaje: „Myślę, że zapłacił polityczną cenę. . . za przywiązanie do Kongresu”.

Czy mogło być inaczej? Cytowano innego starszego doradcę, który powiedział: „Oto facet, który pobiegł jako osoba z zewnątrz, aby zmienić Waszyngton, który nagle zdał sobie sprawę, że tylko po to, by poradzić sobie z tymi problemami, będziemy musieli współpracować z Waszyngtonem”. Trudno uwierzyć, że było to dla Obamy taką samą niespodzianką, jak z pewnością nie dla jego szefa sztabu. Pytanie nie brzmiało, czy Biały Dom będzie musiał współpracować z Kongresem, aby poruszyć agendę prezydenta, oczywiście, że tak. Chodziło raczej o to, czy prezydent zostanie wciągnięty w codzienny proces, czy też będzie postrzegany jako pozostający ponad nim. Prezydent Ronald Reagan, model prezydenta transformującego Obamy, musiał współpracować z członkami Kongresu po obu stronach korytarza, aby uchwalić kluczowe przepisy, poczynając od obniżek podatków w 1981 r. Ale udało mu się to zrobić, nie stając się „naczelnym prawodawcą” i nie tracąc kontroli nad narracją. Kompromisy Reagana – a było ich wiele – były postrzegane jako występujące w ramach zasad i celów, które nigdy się nie zmieniły i które określały jego tożsamość polityczną.[iv]

Inaczej było w przypadku Obamy, któremu nie udało się w pełni pojąć charakteru urzędu, który zdobył. Jako jedyne wśród zaawansowanych demokracji Stany Zjednoczone łączą funkcje głowy rządu i głowy państwa w jednej instytucji i człowieku. Oczekuje się, że amerykański prezydent będzie kimś więcej niż prawodawcą, kimś więcej niż premierem. Musi także pełnić rolę zajmowaną przez monarchów lub ceremonialnych głów państw w innych krajach. Musi być tłumaczem i pocieszycielem, jak wymagają tego okoliczności. Musi też reprezentować i reprezentować kraj jako całość.

Zamiast tego, prezydent Obama dał się złapać w pułapkę legislacyjnych drobiazgów, mimo że kraj pozostawał pogrążony w pewnego rodzaju załamaniu gospodarczym, którego większość Amerykanów nigdy nie doświadczyła i nie mogła zrozumieć. Ich reakcja łączyła dezorientację i strach, co prezydent niewiele zrobił, by uspokoić. Jak na ironię, człowiek, który zdobył prezydenturę w dużej mierze dzięki umiejętnościom komunikacyjnym, nie komunikował się skutecznie przez pierwsze dwa lata. Za swoją porażkę zapłacił wysoką cenę polityczną.

Administracja od początku działała na dwóch fundamentalnych przesłankach politycznych, które okazały się błędne. Po pierwsze, załamanie gospodarcze otworzyło drzwi do kompleksowej zmiany obiecanej przez Obamę. Jak ujął to nadchodzący szef sztabu, Rahm Emanuel, „nigdy nie chcesz, aby poważny kryzys się zmarnował”. W rzeczywistości, jak zdał sobie sprawę sam Emanuel, istniało napięcie między krokami niezbędnymi do powstrzymania upadku gospodarczego a działaniami potrzebnymi do urzeczywistnienia prezydenckiej wizji fundamentalnej zmiany. Pomoc finansowa i pakiet stymulacyjny utrudniły, a nie ułatwiły przeprowadzenie kompleksowej reformy zdrowia.

Po drugie, administracja wierzyła, że ​​sukces zrodzi sukces – że impet z jednego zwycięstwa legislacyjnego przeniesie się na następne. Odwrotność była bliższa prawdy: z każdym trudnym głosowaniem coraz trudniej było przekonać Demokratów z dzielnic swingowych i stanów do oddania kolejnego. W rezultacie członkowie Izby, którzy obawiali się, że zapłacą wysoką cenę, jeśli poprą przepisy dotyczące limitów i handlu, okazali się lepiej rozumieć podstawy polityczne niż stratedzy administracyjni.

Szczególnie szkodliwy był proces legislacyjny, w wyniku którego powstał projekt ustawy o ochronie zdrowia. Trwało to o wiele za długo i zawierało umowy poboczne z grupami interesu i pojedynczymi senatorami, zawarte w pełnej opinii publicznej. Większość opinii publicznej była przerażona tym, co zobaczyła. Co gorsza, pozornie niekończąca się debata na temat opieki zdrowotnej wzmocniła pogląd, że program prezydenta był słabo dostosowany do obaw ekonomicznych narodu amerykańskiego. Ponieważ administracja nigdy nie przekonała opinii publicznej, że reforma zdrowia jest niezbędna dla naszej gospodarczej przyszłości, cały wysiłek zaczął być postrzegany jako dywersyjny, a nawet antydemokratyczny. Ustawa o reformie zdrowia była z pewnością moralnym sukcesem, może okazać się sukcesem politycznym, ale trudno uniknąć wniosku, że była – i pozostaje – polityczną odpowiedzialnością.

Rzeczywiście, większość agendy Obamy okazała się bardzo niepopularna. Z pięciu głównych inicjatyw politycznych podjętych w ciągu pierwszych dwóch lat tylko jedna – reforma regulacji finansowych – cieszyła się poparciem większości. W ankiecie Gallupa z września 2010 r. 52 procent ludzi nie pochwaliło bodźca ekonomicznego, 56 procent nie pochwaliło zarówno ratowania samochodów, jak i ustawy o opiece zdrowotnej, a jeszcze większa większość — 61 procent — odrzuciła ratowanie instytucji finansowych[v]. Nadzieje demokratów, że ludzie zmienią zdanie w sprawie podpisu partii – powszechnego ubezpieczenia zdrowotnego – po uchwaleniu ustawy nie zostały spełnione. (Czas pokaże, czy nastroje zmienią się w nadchodzących latach, gdy postanowienia ustawy zostaną wprowadzone – to znaczy, jeśli przetrwają, co bez wątpienia będzie trudnym wyzwaniem zarówno w Kongresie, jak i stanach).

Nietrudno zrozumieć, dlaczego ustawa stymulacyjna była tak niepopularna: nie spełniła obietnic administracji ani nie spełniła oczekiwań społecznych. Jeśli chodzi o ustawę o opiece zdrowotnej, cięcia w Medicare potrzebne do sfinansowania prywatnego ubezpieczenia dla osób o niskich i umiarkowanych dochodach zaniepokoiły wielu starszych wyborców, a projekt ustawy nie rozwiązał głównego problemu opieki zdrowotnej większości ludzi – rosnących kosztów – w sposób, który wzbudzał zaufanie. Pomoc dla chwiejnych instytucji finansowych, która rozpoczęła się za rządów Busha, obrażała ludzkie zmysły moralne: złoczyńcy zdawali się być bezkarni, a wielu ludzi zastanawiało się, dlaczego banki i firmy ubezpieczeniowe otrzymały setki miliardów dolarów, podczas gdy przeciętne rodziny z trudem wiążą koniec z końcem. I zaskakując wielu obserwatorów, okazało się, że dekady tandetnych produktów podkopały publiczne poparcie dla niegdyś kultowych amerykańskich producentów samochodów. W oczach większości ludzi to, co było dobre dla General Motors, nie było już dobre dla kraju – przynajmniej nie wtedy, gdy chodziło o dolary podatkowe.

Urzędnicy administracji mogli i rzeczywiście argumentowali, że to, co zrobili, było konieczne i leżało w interesie narodowym. Łatwo sympatyzować z ich poglądem. Brak wsparcia kluczowych instytucji finansowych groziłby powtórką z lat 30. XX wieku. Dopuszczenie do upadku krajowego przemysłu motoryzacyjnego zakłóciłoby produkcję i zatrudnienie na całym Środkowym Zachodzie, który już jest najbardziej dotkniętym kryzysem gospodarczym regionem kraju. Nie uchwalenie ustawy stymulacyjnej zmusiłoby mocno naciskane władze stanowe i lokalne do cięcia wydatków i siły roboczej w sektorach takich jak bezpieczeństwo publiczne i edukacja, pogłębiając bezrobocie. I tak dalej.

Najwyraźniej jednak administracji nie udało się przekonać większości Amerykanów, którzy postrzegali jej program jako kosztowny, niepotrzebny i nieproduktywny, jeśli nie wręcz szkodliwy. Administracja często wydawała się wierzyć, że jej polityka mówi sama za siebie, a jej zalety są oczywiste. Nigdy nie dowiemy się, czy inna strategia publicznego wyjaśnienia mogłaby przynieść lepszy wynik.

Wiemy to: administracja całkiem świadomie zdecydowała się zlekceważyć bezpośrednie polityczne konsekwencje realizacji swojego programu. W swoim słynnym już wywiadzie z New York TimesPrezydent Obama ujął to w ten sposób: „Prawdopodobnie spędziliśmy znacznie więcej czasu na próbie poprawnej polityki niż na próbie poprawnej polityki. Prawdopodobnie w mojej administracji była przewrotna duma – i biorę za to odpowiedzialność. . …że zrobimy dobrze, nawet jeśli krótkoterminowo to nie będzie popularne”. Jeśli tak, to jesienią 2010 roku zrozumiał wady tego stanowiska: „Każdy, kto zajmuje ten urząd, musi pamiętać, że o sukcesie decyduje skrzyżowanie polityki i polityki i że nie można go lekceważyć. marketingu, PR i opinii publicznej”[vi]. Czas pokaże, czy prezydent w pełni pojął implikacje tego „skrzyżowania”: w naszej demokracji powszechne nastroje z konieczności wpływają nie tylko na strategie perswazji, ale także na wybór oraz sekwencja problemów do działania i kształt strategii opracowanych w celu ich rozwiązania. Populistyczna kultura polityczna Ameryki zwykle opiera się rządom elit, które twierdzą, że wiedzą lepiej niż ludzie – nawet jeśli elity reprezentują merytokrację najlepszych i najzdolniejszych, a nie oligarchię najbogatszych i najlepiej połączonych.

Droga przed nami

Wynik wyborów z listopada 2010 r. zasadniczo zmienił dynamikę polityczną na co najmniej kolejne dwa lata. Prezydent Obama nie będzie już mógł realizować swojego programu przy wsparciu tylko własnej partii. Zamiast tego będzie zmuszony albo negocjować z ośmieloną większością Izby Republikańskiej, albo znosić dwa lata konfrontacji i impasu. (Jak odkrył Newt Gingrich w 1995 roku, ta sama logika działa na odwrót: nie jest łatwiej kierować podzielonym rządem z Capitol Hill niż z 1600 Pennsylvania Avenue.)

Wybór ścieżki negocjacji zamiast konfrontacji wymagałby zmiany treści i tonu. Prezydent musiałby nadać deficytowi budżetu federalnego i państwowemu zadłużeniu dużo bardziej centralne miejsce w swojej agendzie politycznej. Tutaj przeszkody w porozumieniu ponad podziałami partyjnymi są ogromne, chociaż ustalenia jego ponadpartyjnej komisji fiskalnej, które mają się ukazać w grudniu, mogą mu pomóc w przejściu na bardziej konserwatywne pod względem fiskalnym stanowisko. Pomaga to, że współprzewodniczący komisji, demokrata Erskine Bowles i republikanin Alan Simpson, są zdeterminowani, by przełamać obecny impas, w którym konserwatyści odmawiają rozważenia podniesienia podatków, podczas gdy lewicowcy stanowczo sprzeciwiają się cięciom w programach socjalnych.

Logika nadchodzącej nowej równowagi politycznej nałoży inne wymagania. Jeśli Obama ma nadzieję osiągnąć swój cel, jakim jest podwojenie eksportu z USA, będzie musiał zrównoważyć możliwą konfrontację z Chinami dążeniem do ratyfikacji nierozstrzygniętych traktatów handlowych z Kolumbią i Koreą Południową. Ten ostatni podzieli Partię Demokratyczną i zmusi go do polegania na poparciu republikanów. Jeśli chce uruchomić bezczynną amerykańską machinę pracy, musiałby również zrobić więcej, aby naprawić zniszczone relacje swojej administracji z korporacyjną Ameryką, i przykładać większą wagę do wpływu swojej polityki na zwierzęce duchy społeczności biznesowej.

W polityce społecznej szanse miałyby tylko nowe programy z silnym poparciem ponadpartyjnym (jeśli takie istnieją). Chociaż pakiet zachęt dla rozwoju energetyki, który obejmuje nowe i alternatywne paliwa, może być możliwy, system limitów i handlu będzie wstrzymany do 2012 r., a może nawet dłużej. Stworzenie odpowiedzi na kryzys mieszkaniowy, która zapewniłaby skuteczniejszą ulgę borykającym się z problemami właścicielom domów, wymagałoby poważnych negocjacji w sprawie przyszłości Fannie Mae i Freddie Mac. A postęp w reformie imigracyjnej – kluczowej kwestii dla rosnącej populacji latynoskiej w Ameryce – oznaczałby zaakceptowanie surowych środków egzekwowania, na które nalegają konserwatyści.

Perspektywy dla polityki obronnej i zagranicznej są bardzo podobne. Jeśli prezydent Obama nie osiągnie ratyfikacji traktatu New Start, aktualizującego limity strategicznych zapasów nuklearnych posiadanych przez USA i Rosję przed posiedzeniem nowego Kongresu w styczniu, będzie musiał iść na kompromis z konserwatystami walczącymi z kontrolą zbrojeń w ich ulubionej sprawie. obrona przeciwrakietowa. A jeśli chce wytrwać w Afganistanie (co prawda jest to kwestia przypuszczeń), będzie musiał liczyć na wsparcie republikanów, aby wypełnić lukę pozostawioną przez rosnącą opozycję w jego własnej partii.

Krótko mówiąc, aby uniknąć impasu, Obama będzie musiał rządzić mniej jak liberalna antyteza Ronalda Reagana, a bardziej jak spadkobierca Billa Clintona, którego program dotychczas uważał za nadmiernie kompromisowy i przyrostowy. Jeśli chce odnieść sukces w ciągu najbliższych dwóch lat swojej prezydentury i stanąć do reelekcji z pozycji siły, będzie musiał zrobić to, co zrobił Clinton po klęsce 1994 roku – a mianowicie bronić tego, czego nie może się poddać podczas negocjacji. poważnie z opozycją w innych dziedzinach.

Sondaż przeprowadzony na kilka dni przed wyborami w listopadzie 2010 roku sugeruje, że jest to rzeczywiście możliwe. Chociaż elektorat wyraźnie chciał zmiany kursu, odrzucił kluczowe elementy agendy republikanów, w tym zamrożenie wszystkich wydatków rządowych z wyjątkiem bezpieczeństwa narodowego i trwałe przedłużenie cięć podatkowych Busha dla Amerykanów o wyższych dochodach. Barack Obama cieszy się wyższą aprobatą niż Ronald Reagan czy Bill Clinton po ich średnioterminowych porażkach, a ludzie są bardziej przychylni do jego ubiegania się o reelekcję niż byli dla Reagana czy Clintona w porównywalnych momentach ich prezydentury[vii]. ] Jeśli nowa większość republikańska nadinterpretuje swój mandat i posunie się za daleko, jak zrobili to Republikanie Newta Gingricha w 1995 roku, i jeśli prezydent nakreśli właściwą linię między pojednaniem a konfrontacją, historia może się powtórzyć, a on sam może znaleźć się w silniejsza pozycja pod koniec 2011 roku niż po wyborach śródokresowych.

Nie później niż w jego orędziu o stanie państwa w 2011 r. dowiemy się, czy Obama posiada jedyną cechę, której potrzebuje każdy odnoszący sukcesy mąż stanu: umiejętność dostosowania się do zmieniających się okoliczności bez sprzedawania swojej duszy.


[i]

Thomas E. Mann, „Amerykańska polityka w przededniu wyborów śródokresowych”, Chatham House, październik 2010.

[ii]

„Obama, samozwańczy ‘test Rorschach’, liberalny, ale nieodgadniony” New York Times, 4 czerwca 2008 r.

[iii]

Zob. William A. Galston i Elaine C. Kamarck, „Zmiana, którą możesz uwierzyć, potrzebuje rządu, któremu możesz zaufać”, Washington DC, Third Way, listopad 2008.

[iv]

Wszystkie cytaty w poprzednich dwóch akapitach pochodzą od Petera Bakera, „Edukacja prezydenta Obamy, Magazyn New York Times, 17 października 2010 r.

[v]

Gallup, „Wśród ostatnich rachunków, reforma finansowa a Lone Plus dla Kongresu”, 13 września 2010 r.

[vi]

Cytaty w tym akapicie pochodzą z Baker, op. cyt.

[vii]

Pew Research Center, „Migawka śródokresowa: Entuzjazm dla oferty reelekcyjnej Obamy wyższy niż dla Reagana w 1982 r.”, 25 października 2010 r.


Obejrzyj pełne pożegnalne przemówienie prezydenta Obamy'

To już trzecie takie badanie przeprowadzone przez organizację, która rozpoczęła ankietę panelu ekspertów prezydenckich w 2000 roku. Sondaż ocenia każdego prezydenta USA pod kątem baterii zagadnień, w tym „przywództwa w kryzysie”, „autorytetu moralnego”, „stosunków międzynarodowych” i „ścigania się”. jednakowa sprawiedliwość dla wszystkich”.

Obama osiągnął szczególnie wysoki wynik w skali „równej sprawiedliwości”, zajmując trzecie miejsce za Abrahamem Lincolnem i Lyndonem Johnsonem. Złamał także pierwszą dziesiątkę w kwestiach „autorytetu moralnego” i „zarządzania gospodarczego”.

Ale Obama zajął piąte miejsce od dołu pod względem „stosunków z Kongresem” i uzyskał średnio 24. najlepszy wynik w „stosunkach międzynarodowych”.

Historyk Douglas Brinkley z Rice University twierdzi, że prezydentura Obamy, pomimo swoich słabych punktów, może się dobrze zestarzeć i z czasem zdobyć jeszcze wyższą pozycję w rankingu.

„Występuje pewna mobilność w górę, szczególnie jeśli jest się prezydentem, który nie miał większych skandali” – powiedział, zauważając, że prezydenci są również często oceniani w porównaniu z ich bezpośrednimi poprzednikami i następcami. „Jeśli prezydentura Trumpa jest problematyczna, ludzie mogą jeszcze wyżej oceniać Obamę”.

Według panelu po raz trzeci z rzędu Abraham Lincoln został uznany za najlepszego przywódcę prezydenckiego w kraju.George Washington był drugi, a Franklin D. Roosevelt zamknął podium na trzecim miejscu.

Inni w pierwszej dziesiątce to: Theodore Roosevelt (4), Dwight Eisenhower (5), Harry Truman (6), Thomas Jefferson (7), John F. Kennedy (8), Ronald Reagan (9) i Lyndon Johnson (10) .

Eisenhower wspiął się na piąte miejsce po tym, jak w 2000 roku zajął dziewiąte miejsce. Jego awans, jak twierdzą historycy, może być wynikiem większego uznania dla jego dyskretnego stylu, wyważonego podejścia do radzenia sobie z napięciami w okresie zimnej wojny i zakończenia wojny koreańskiej, a zwłaszcza jego słynne — a wielu twierdzi, prorocze — ostrzeżenia o rozwoju kompleksu wojskowo-przemysłowego.

Ponure 36. miejsce George'a W. Busha w sondażu z 2009 r. nieznacznie się poprawiło z czasem. Jest teraz 33. najlepszym przywódcą prezydenckim w kraju.

Andrew Jackson, którego populistyczny ruch niektórzy historycy porównują do niekonwencjonalnego politycznego awansu Donalda Trumpa, w ostatnim sondażu stracił kilka pozycji, spadając z 13. miejsca w 2000 i 2009 r. na zaledwie 18. dzisiaj.

Prezes C-SPAN Rob Kennedy zauważył, że degradacja Jacksona nastąpiła po głośnej debacie na temat tego, czy Jackson powinien pozostać na rachunku 20-dolarowym, ale także po nowej fali stypendiów na temat mniej pikantnych aspektów jego prezydentury, w szczególności ustawy o usuwaniu w Indiach, która utorował drogę do śmiertelnego „Szlaku Łez”.

„Wiele napisano o Jacksonie w ciągu ostatnich ośmiu lat, a jego spadek jest prawdopodobnie spowodowany tym, co wydarzyło się na przestrzeni czasu, w przeciwieństwie do tego konkretnego momentu w historii”, jeśli chodzi o jakiekolwiek podobieństwa między Jacksonem a Trumpem, powiedział.

Ciekawi Cię najgorszy przywódca w historii prezydentury USA? Haniebny zaszczyt należy się Jamesowi Buchananowi, którego niepowodzenie w ustosunkowaniu się do wybuchu wojny secesyjnej jest uważane za jedną z największych porażek przywództwa w historii Ameryki.

Buchanan dołącza do czterech innych prezydentów — Andrew Johnsona, Franklina Pierce'a, Warrena G. Hardinga i Johna Tylera — na dnie prezydenckiej beczki, poniżej nawet Williama Henry'ego Harrisona, który zmarł po miesiącu sprawowania urzędu.

„Nigdy nie chcesz być niższy niż William Henry Harrison” – powiedział Brinkley. „Jeśli jesteś poniżej Harrisona, myślisz, że naprawdę uszkodziłeś gałąź wykonawczą podczas swojej kadencji”.


Przez całą swoją prezydenturę Barrack Obama okazał się utalentowanym decydentem, a nie politykiem, pomijając konwencjonalną mądrość. Jego osiągnięcia są liczne, imponujące i przekraczają to, co jego zwolennicy myśleli, że kiedykolwiek mógłby osiągnąć. Chociaż niektórzy krytycy narzekają, że nie zrobił wystarczająco dużo, aby przekształcić Stany Zjednoczone Ameryki, wprowadził niezwykłą politykę i regulacje [&hellip]

W całej historii Stanów Zjednoczonych pozycja i równość mniejszości, szczególnie tych pochodzenia afrykańskiego, była przedmiotem debat i walk, a wielu z nich pracowało na rzecz równości pod niezliczonymi kątami. Afroamerykanie zostali sprowadzeni do nowego świata w łańcuchach, uznani w Konstytucji za zaledwie 3/5 osoby, a [&hellip]


Syria na zawsze splami dziedzictwo Obamy’

Zbliżające się odejście Baracka Obamy z Białego Domu wprawiło wielu Amerykanów w elegijny nastrój. Pomimo przeciętnej aprobaty wynoszącej tylko 48 procent – ​​co zaskakujące, najniższej spośród naszych pięciu ostatnich prezydentów – zawsze był kochany, jeśli nie czczony, przez klasy bazgrołów. Tak jak wielu przedwcześnie uznało Busha za najgorszego prezydenta wszechczasów, tak wielu jest teraz gotowych uznać Obamę za jednego z największych wszech czasów.

A przynajmniej tak było do upadku Aleppo.

Odkąd rozpoczęło się syryjskie powstanie w 2011 roku, Amerykanie postrzegają tam rzeź jako zasadniczo katastrofę humanitarną. Dla Obamy, kontemplując swoje dziedzictwo, straszną śmierć i zniszczenie, jakie poniosła Syria – 400 000 zgonów, masowe marnowanie dzielnic cywilnych, bezmyślne użycie gazu sarin i chloru oraz bomb beczkowych, niewypowiedziane okrucieństwa – podniosła stare pytanie, jak przyszłe pokolenia będą oceniać bierność lub nieskuteczność amerykańskiego prezydenta w obliczu masowej rzezi.

Być może Obama liczył na dyspensę, ponieważ reputacja prezydenta nigdy nie ucierpiała zbytnio z powodu takich grzechów zaniechania. Z kilkoma godnymi uwagi wyjątkami, biografie, podręczniki, nekrologi, a nawet pamięć publiczna niewiele zajmowały się bezczynnością George'a W. Busha w Darfurze, bredniem Billa Clintona nad Rwandą, George'em H.W. Niepokój Busha o Bośni, nieudolność Jimmy'ego Cartera w Kambodży, zimny realizm Geralda Forda wobec Timoru Wschodniego czy współudział Richarda Nixona w Bangladeszu. „Kto w końcu mówi dzisiaj o zagładzie Ormian?” Hitler podobno powiedział w 1939 roku, przewidując, że światowa amnezja dotycząca masowych mordów Turków powinna pozwolić jego armiom działać w sposób bezwzględny, bez obawy przed osądem. Moglibyśmy pomyśleć o tych słowach, rozważając, jak mało uwagi w naszych podręcznikach historii poświęca się bardzo ograniczonej roli naszych prezydentów w przeciwstawianiu się okrucieństwom za granicą.

A jednak teraz, gdy prezydentura Obamy dobiega końca, a zawieszenie broni zaczyna obowiązywać Syria, w której Waszyngton nie odegrał żadnej roli w negocjacjach, staje się jasne, że śmierć i kryzys humanitarny to tylko pierwsze z wielu konsekwencji, jakie będą musieli ponieść historycy. oceniają, gdy pytają, w jaki sposób Stany Zjednoczone pod przywództwem Obamy zdecydowały się zająć lub nie poradzić sobie z syryjską wojną domową. A jeśli historycy mają tendencję do przepuszczania prezydentów, którzy nie aresztowali rzezi, nie są tak hojni w ocenie utraty wpływów amerykańskich na całym świecie.

W tej chwili pozorna utrata tego wpływu wydaje się być nowa. Brutalny, wspierany przez Rosję szturm w grudniu zmiażdżył syryjski ruch oporu w jego głównym mieście, Aleppo, poddając w wątpliwość, czy siły rebelianckie nadal będą w stanie w ogóle prowadzić jakiekolwiek powstanie. Prezydent Baszar al-Assad spotyka się z despotami Rosji, Turcji i Iranu, aby opracować warunki rezolucji, wyraźnie wykluczając Stany Zjednoczone i ONZ. Władimir Putin wydaje się wysoko w siodle.

Obama od lat upiera się, że Syria nie ma wielkiego strategicznego znaczenia dla Stanów Zjednoczonych. Ale ten osąd to nie tylko oderwanie się od dziesięcioleci myślenia geostrategicznego, ale ryzykowna gra. Jeśli Obama się myli, jego błędna kalkulacja może mieć poważne konsekwencje. Jeśli Rosja zastąpi Stany Zjednoczone jako dominujące mocarstwo w regionie, wpłynie to na dostęp Ameryki do energii, jej zdolność do walki z terroryzmem, jej zdolność do zapewnienia przetrwania Izraela i jej relacje z państwa takie jak Turcja, Iran i Arabia Saudyjska.

Równie ważne są konsekwencje polityki Obamy w Syrii dla europejskiego kryzysu imigracyjnego. Przez dziesięciolecia kontynent walczył, z mieszanymi rezultatami, o asymilację muzułmańskich przybyszów z Bliskiego Wschodu i Afryki, z których wielu nosi skrajnie obce wartości kulturowe. Jednak nowe fale syryjskich uchodźców, wywołane niepowodzeniem w powstrzymaniu wojny domowej, spowodowały obecnie kryzys o niespotykanej skali. Kraje od Turcji i Węgier po Niemcy i Francję popadły w zamieszanie. Eskalowały napięcia kulturowe, wzmacniając prawicowe partie nacjonalistyczne na całym kontynencie i przyczyniając się do głosowania Wielkiej Brytanii za opuszczeniem Unii Europejskiej. W zeszłym roku w Stanach Zjednoczonych Donald Trump wzmocnił swoje uleganie antymeksykańskim nastrojom nowymi obawami o napływ syryjskich uchodźców i podsycając obawy antyimigranckie. Wydaje się, że na całym świecie wzrost szkodliwych prądów populistycznych można przypisać, przynajmniej częściowo, pogłębieniu kryzysu imigracyjnego przez wojnę syryjską.

Jednak trzecim skutkiem nieskuteczności Obamy było powstanie Państwa Islamskiego, organizacji terrorystycznej jeszcze bardziej krwawej i nastawionej na podbój niż fragmenty Al-Kaidy, z których się wyrosło. Obama oczywiście nie stworzył Państwa Islamskiego, w przeciwieństwie do absurdalnych oszczerstw na tropie kampanii Donalda Trumpa. Ale jego administracja była opieszała w przeciwdziałaniu gromadzącej się sile. Chociaż organizacja terrorystyczna znajduje się teraz w defensywie, nadal organizuje śmiertelne ataki w Europie i pośrednio inspiruje ataki samotnych wilków w Stanach Zjednoczonych, gwarantując, że terroryzm pozostanie głównym zagrożeniem na obu kontynentach przez wiele lat.

Autobusy przejeżdżają przez kontrolowane przez rząd syryjskie przejście Ramous na obrzeżach Aleppo 18 grudnia. (Zdjęcie: GEORGE OURFALIAN/AFP/Getty Images)

Syryjskie rodziny, uciekające z różnych wschodnich dzielnic Aleppo, ustawiają się w kolejce do rządowych autobusów 29 listopada. (Zdjęcie: GEORGE OURFALIAN/AFP/Getty Images)

Jameel Mustafa Habboush, 13-letni syryjski chłopiec, otrzymuje tlen, gdy wyciąga się go z gruzów budynku po nalotach na dzielnicę Fardous w Aleppo, 11 października (fot. THAER MOHAMMED/AFP/Getty Images)

Syryjczycy niosą ciało mężczyzny po nalotach na dzielnicę Fardous w Aleppo 12 października (fot. AMEER ALHALBI/AFP/Getty Images)

Po czwarte, niepowodzenie w powstrzymaniu Państwa Islamskiego na wczesnym etapie zmusiło również Stany Zjednoczone do zmiany strategii w Syrii. Odwracając swoją uwagę od Assada, Obama zdecydował się teraz skierować amerykańską pomoc wojskową głównie na walkę z radykalnym ugrupowaniem islamistycznym. Między innymi ta reorientacja polityki amerykańskiej sprawiła, że ​​dotrzymanie przez Obamę przysięgi, że Assad musi odejść, stało się znacznie mniej prawdopodobne — jeśli nie niemożliwe—.

Po piąte i wreszcie, nie tylko Assad wyszedł ośmielony. Niestety w 2012 roku Obama zadeklarował, że jeśli Assad użyje broni chemicznej, przekroczy czerwoną linię, która wymaga amerykańskiej interwencji wojskowej. Rok później pojawiły się dowody, że Assad zrobił dokładnie to, wystrzeliwując rakiety wypełnione gazem sarin na miasta wokół Damaszku. Ale w obliczu sceptycznej opinii Kongresu w kraju, Obama wycofał się z represji. Zamiast tego zgodził się na rosyjską propozycję, aby Syria jedynie zdemontowała swoje zapasy broni, ale nie zostałaby ukarana za zbrodnie wojenne.

Obama jasno dał do zrozumienia, że ​​gardzi koncepcją „wiarygodności” i pomysłem, że Stany Zjednoczone muszą wywiązać się ze swoich zobowiązań, aby nie zostały zepchnięte w przyszłość. Ale odwrócenie polityki we wrześniu 2013 r. na jasno wyartykułowanej zasadzie wywołało dreszcze od Seulu do Jerozolimy i Tallina — i mogło zachęcić przeciwników Ameryki, w tym Rosję, do dalszego testowania Obamy. Nielegalne zajęcie Krymu przez Putina w 2014 r. i trwające podżeganie do niepokojów na wschodzie i południu Ukrainy były wystarczająco niepokojące. Ale teraz dowody sugerują, że rosyjski prezydent odegrał bezpośrednią rolę w zhakowaniu e-maili urzędników Partii Demokratycznej, próbując przechylić szalę wyborów prezydenckich na korzyść Trumpa. Te ujawnienia zniweczyły wszelkie twierdzenia, jakoby Obama wykazał wystarczającą determinację w walce z groźnym, pewnym siebie i całkowicie niemoralnym rywalem o wpływy geopolityczne.

Trudno przewidzieć, jak to wszystko w dłuższej perspektywie wpłynie na reputację Obamy. Obserwatorzy mogą jedynie spekulować, cały czas zdając sobie sprawę, że nie możemy wiedzieć, które elementy polityki Obamy będą podkreślać przyszli historycy, a które zignorują, które będą szanować i którymi będą pogardzać.

Niestety, wydaje się prawdopodobne, że Obama nie zostanie osądzony zbyt surowo za niezaaresztowanie rzezi w Syrii. Mimo całego naszego niepokoju, bezczynność w obliczu ludobójstwa, masowej rzezi lub katastrofy humanitarnej nigdy nie zaszkodziła naszym prezydentom zbytnio w rozliczeniach historycznych. To prawda, że ​​w następstwie Holokaustu Amerykanie uświadomili sobie cierpienia obcych narodów i własną odpowiedzialność, jako obywateli najpotężniejszego narodu świata, za próbę zrobienia czegoś. Patrząc na przeszłość przez ten nowy obiektyw, nawet święty Franklin D. Roosevelt odniósł lekkie obrażenia, gdy historycy dowiedzieli się więcej i zaczęli kwestionować jego brak pomocy żydowskim uchodźcom w Europie, zbombardowania linii kolejowych do Auschwitz lub w inny sposób. utrudniać lub opóźniać maszynę do zabijania Hitlera. Niedawno historycy i dziennikarze, tacy jak Samantha Power, Ben Kiernan i Gary J. Bass, skierowali uwagę historyków na inne ludobójstwa i masowe rzezie. Obrońcy praw człowieka bardziej donośnie argumentowali, że najpotężniejsze narody świata mają obowiązek starać się zapobiegać takim okrucieństwu.

Ranne dziecko syryjskie jest leczone w prowizorycznym szpitalu w Douma 3 października (fot. ABD DOUMANY/AFP/Getty Images)

Zagraniczni dyplomaci z Egiptu, Rosji, Stanów Zjednoczonych, Arabii Saudyjskiej, Kataru, Iraku, Iranu, Turcji i Jordanii spotykają się, próbując przywrócić zawieszenie broni 15 października. (Zdjęcie: JEAN-CHRISTOPHE BOTT/AFP/Getty Images)

Rebeliant wrzuca oponę do ognia, aby nie dopuścić do kłębienia dymu podczas bitew z siłami syryjskiego rządu w Douma 5 września. (Zdjęcie: SAMEER AL-DOUMY/AFP/Getty Images)

Dwóch syryjskich uchodźców siedzi w porcie w Pireusie w Atenach 6 marca po tym, jak co najmniej 25 migrantów przewróciło się ich drewnianej łodzi na Morzu Egejskim podczas próby przedostania się z Turcji do Grecji. (Zdjęcie: ANGELOS TZORTZINIS/AFP/Getty Images)

Ale ta świadomość osiągnęła szczyt w latach 90., a ponieważ militarny interwencjonizm wyszedł z mody od czasu wojny w Iraku, cofa się. Obama mógł szukać pocieszenia w fakcie, że reputacja prezydentów zwykle nie ucierpiała z powodu bezczynności w obliczu masowej rzezi.

Cierpią jednak za marnowanie amerykańskiej potęgi i prestiżu. Chociaż Harry Truman zdobywa wysokie noty za radzenie sobie z zagrożeniem komunistycznym w Europie, on i Partię Demokratyczną przez lata prześladowało pytanie, po zwycięstwie Mao Zedonga w wojnie domowej w 1949 r., „Kto stracił Chiny?” — karmienie krajowego środowiska politycznego, które prawdopodobnie skłoniło jego następców do interwencji w Wietnamie, Laosie i innych częściach Azji Południowo-Wschodniej. Podobnie niezdolność Jimmy'ego Cartera do poradzenia sobie z inwazją Związku Radzieckiego na Afganistan w 1979 r. lub przejęciem 52 amerykańskich zakładników przez rewolucyjny rząd irański, przyczyniła się do jego porażki przez Ronalda Reagana w 1980 r., a także do niskiego szacunku, jakim cieszy się jego polityka zagraniczna. przez uczonych. Prezydenci nie mogą oczywiście zawsze zapobiec wybuchowi konfliktów i wojen, ale jak reagują na te wojny — i czy USA wyjdą z nich silniejsze czy słabsze, a świat bezpieczniejszy czy bardziej niepewny — jest wymowna miara przywództwa.

Z drugiej strony, o czym Obama dobrze wie, prezydenci też cierpią z powodu źle prowadzonych wojen. Lyndon Johnson należy zapamiętać jako jednego z największych prezydentów Ameryki, ale jego uparte ściganie wojny w Wietnamie, pomimo świadomości, że jest nie do wygrania, trzyma go z dala od panteonu wielkości. (Możliwe, że gdy opętane wietnamem pokolenie wyżu demograficznego zniknie ze sceny, LBJ zostanie osądzone z większą równowagą i dobroczynnością). jego prezydentury przez długi czas, przewyższając nawet bardziej skuteczną reakcję na ataki terrorystyczne z 11 września.

Rzeczywiście, Obama, obejmując urząd po zgubnym awanturnictwie Busha, uczynił uniknięcie kolejnego grzęzawiska swoim głównym celem. Zachęcony przez doradców ds. bezpieczeństwa narodowego, którzy wywodzili się ze sfery polityki wewnętrznej, Obama pozwolił, by strach przed przekroczeniem antywojennej opinii dyktował mu drogę. Jednak stąpając lekko, Obama zgubił swój wielki kij. Jako rozjemca z natury osiągnął prezydenturę dzięki obietnicom zjednoczenia wrogich grup – czerwonych i niebieskich państw, białych i czarnych – iw swoim przemówieniu inauguracyjnym obiecał również wypełnić lukę w stosunku do świata arabskiego. Ale tak jak nie był przygotowany na nieprzejednanie republikanów z Kongresu, którzy gardzili jego wyciągniętą ręką, próbując wzmocnić własną władzę, tak nie liczył na to, że zagraniczni adwersarze wykorzystają jego niechęć do konfliktu.

Dziedzictwo Obamy w Syrii nie będzie jedynym czynnikiem kształtującym sposób postrzegania przez potomność jego polityki zagranicznej. Nierówne wysiłki na rzecz zakończenia wojny w Iraku i Afganistanie, wciąż kontrowersyjna umowa nuklearna z Iranem, otwarcie na Kubę, osłabienie Al-Kaidy i innych grup terrorystycznych, walka o wznowienie rozmów pokojowych między Izraelem a Palestyńczykami dodać do mieszanego i skomplikowanego rekordu, którego implikacje będą wymagały czasu i przemyśleń, aby je rozplątać. Być może jego koncentracja na budowaniu sojuszy w Azji okaże się, mimo rozpadu Partnerstwa Transpacyficznego, ważniejsza w dłuższej perspektywie niż jego nieszczęścia w Syrii. Ale na razie trudno oprzeć się konkluzji, że korygując nadmiernie agresywną politykę zagraniczną Busha, Obama posunął się za daleko w unikaniu konfrontacji, i że w tym powściągliwym i niezdecydowanym podejściu nie zakończył ani umacniania wpływów i statusu swojego kraju, ani jego potęgi. osiągnąć swój ostateczny cel, jakim jest bezpieczniejszy i bardziej pokojowy świat.

Najlepszy kredyt na zdjęcie: ilustracja Getty Images/Foreign Policy

David Greenberg jest profesorem historii i medioznawstwa w Rutgers. Jego najnowsza książka to Republic of Spin: An Inside History of the American President.


Obejrzyj wideo: Donald Trump vs Hillary Clinton. Epic Rap Battles of History (Grudzień 2021).